Jedna z czterech wartości Agile Manifestu brzmi: reagowanie na zmiany ponad podążanie za planem. Przez lata powtarzaliśmy ją w kontekście wytwarzania oprogramowania, transformacji organizacji, zarządzania produktem. Dziś obserwuję, jak ta wartość jest czymś znacznie większym. Ramą do rozumienia świata, w którym żyjemy.
Inspiracją do tego wpisu jest badanie Anthropic o wpływie AI na rynek pracy, opublikowane na początku marca 2026 [1]. Autorzy, Maxim Massenkoff i Peter McCrory, zaproponowali nową miarę tego, jak bardzo poszczególne zawody są “narażone” na wpływ sztucznej inteligencji. Połączyli teoretyczne możliwości dużych modeli językowych z danymi o tym, jak ludzie faktycznie z nich korzystają w pracy.
Wyniki są dla mnie ciekawe, ale nie z powodów, których mogłem się spodziewać.
Złożoność, której nie widać w nagłówkach
Wnioski z badania:
AI jest daleko od swojego teoretycznego potencjału
Rzeczywiste wykorzystanie to ułamek tego, co jest możliwe. Nawet w najbardziej eksponowanych zawodach, takich jak programowanie, obsługa klienta czy analiza finansowa, faktyczne pokrycie zadań przez AI wynosi kilkadziesiąt procent, nie sto.
Nie widać systemowego wzrostu bezrobocia
w grupach najbardziej narażonych na wpływ AI. Trendy bezrobocia wyglądają podobnie dla pracowników eksponowanych i nieeksponowanych.
Trzeci wniosek, który uważam za najciekawszy:
młodzi ludzie wchodzący na rynek pracy odczuwają zmianę jako pierwsi
Tempo zatrudniania w eksponowanych zawodach spada, i to właśnie wśród osób w wieku 22–25 lat. Paradoks? Pokolenie wychowane z technologią napotyka jej konsekwencje wcześniej niż doświadczeni pracownicy.
Moim zdaniem to jednak nie musi być zła wiadomość. Wierzę, że dla wielu młodych ludzi będzie to impuls do adaptacji. Kto zderzy się ze zmianą na początku drogi, ten zyska czas i motywację, żeby się dostosować. W dłuższej perspektywie tych zmian może zbudować realną przewagę. Pod warunkiem, że otoczenie (firmy, uczelnie, polityka publiczna) nie będzie ich zostawiać z tym samych.
Ale to, co zwróciło moją uwagę najbardziej, to szczere przyznanie autorów:
wcześniejsze próby prognozowania wpływu technologii na rynek pracy w dużej mierze się nie sprawdziły
Offshoring, roboty przemysłowe, szok związany z handlem z Chinami. Prognozy były odważne, a rzeczywistość okazywała się bardziej złożona.
I tu dochodzimy do sedna.
Rynek pracy to system z ogromnymi wzajemnymi zależnościami. Zmiany, które zachodzą, i te, które ludzie, społeczności i państwa próbują wprowadzać dla bezpieczeństwa rynku pracy, są o wiele bardziej złożone, niż sami twórcy AI zakładali. To nie jest „punktowa” zmiana technologiczna. To szeroka transformacja, której wpływ będzie ujawniał się latami.
Czego ten raport nie widzi w pełni
Badanie Anthropic jest solidne metodologicznie i uczciwe intelektualnie. Ale z konieczności mierzy wycinek rzeczywistości: zadania, zawody, bezrobocie w USA. Tymczasem na to, jak AI wpłynie na nasze życie i pracę, oddziałuje duża ilość czynników, których żaden pojedynczy raport nie obejmie.
Myślę tu o rzeczach takich jak dostęp i ceny energii. Modele AI potrzebują ogromnych ilości prądu, a sytuacja energetyczna w różnych częściach świata jest fundamentalnie różna. O nierównym dostępie do technologii: kto ma narzędzia, kto potrafi z nich korzystać, kto zostaje z tyłu. O przesunięciach dużego kapitału w stronę AI, co oznacza zmniejszenie inwestycji w innych sektorach. To nie jest neutralne przesunięcie, to zmiana struktury gospodarki.
Myślę o sytuacji geopolitycznej, o spadku bezpieczeństwa na świecie wywołanym przez nowe konflikty, o wojnach celnych i walutowych, które fragmentaryzują globalny handel i zmieniają warunki, w jakich firmy podejmują decyzje o automatyzacji. O ograniczeniach w poruszaniu się ludzi i towarów, które jeszcze niedawno były nie do pomyślenia.
I myślę o czymś, co uważam za jeden z najpoważniejszych problemów naszych czasów: erozji zdrowych mediów przez wpływy polityczne, braku transparencji platform społecznościowych i ich podatności na działania populistyczne. To kształtuje narrację o AI, a narracja wpływa na regulacje, na decyzje firm, na lęki i aspiracje ludzi.
Te czynniki nie działają osobno. Oddziałują na siebie, tworzą pętle sprzężeń zwrotnych, opóźnione efekty i emergentne zjawiska. Trudno tu o pewne predykcje. I warto to sobie uczciwie powiedzieć.
Z dnia na dzień nie widać. W skali dwóch lat: żyję w innym świecie
Moja osobista perspektywa jest taka: z dnia na dzień nie dostrzegamy wielu aspektów tych zmian i ich wzajemnych interakcji. Każda zmiana jest mała, gradualna, pozornie do opanowania.
Ale kiedy patrzę na skalę ostatnich dwóch lat, mogę powiedzieć wprost: żyję już w innym świecie.
Używam (i płacę za) inne narzędzia niż dwa lata temu. Pewne zadania realizuję w zupełnie inny sposób, często szybciej. Zmieniłem rolę. Znalazłem nowy sens dla moich działań i rozwijam nowe kompetencje. Równocześnie nie porzuciłem doświadczeń i kompetencji wcześniejszych. Wręcz na nich buduję to, co nowe.
Ciągle to mój kierunek i mój plan, choć częściej go teraz aktualizuję. Bo to ja biorę odpowiedzialność za efekty i ich wpływ na moje życie. Reaguję na zmiany zamiast podążać za starym planem.
I patrząc na świat, widzę to samo. W firmach, w państwach, w ruchach społecznych. Ci, którzy reagują, dostosowują się, iterują, radzą sobie lepiej. Ci, którzy trzymają się sztywnego planu sprzed dwóch lat, coraz częściej odkrywają, że plan opisuje świat, którego już nie ma.
Reagowanie na zmiany. Iteracja zamiast iluzji kontroli
Co z tego wynika dla mnie praktycznie?
Warto pracować iteracyjnie. Analizować poszczególne obszary: swoją branżę, swoje kompetencje, swoje narzędzia. Testować hipotezy. Obserwować, co się zmienia i jak.
Ale nie zapominając o holistycznym obrazie. O całościowym dobrostanie: swoim, swojego zespołu, swojej organizacji. Nie chodzi tylko o to, czy dany zawód „przetrwa". Chodzi o to, jak ludzie funkcjonują w świecie, który zmienia się szybciej, niż jesteśmy w stanie to na bieżąco rejestrować. Organizacje też się zmieniają i warto je projektować patrząc na holistyczne zmiany, wiedząc gdzie lokalnie można znaleźć lewar efektu.
Przy okazji, między innymi dlatego uruchomiłem Nowoczesne Organizacje [2], zapraszam do kontaktu.
Samo Anthropic to przyznaje, dlatego budują framework analityczny zanim efekty staną się wyraźnie widoczne. To jest podejście, które rozpoznaję. To jest iteracja. To jest reagowanie na zmiany ponad podążanie za planem.
Jednocześnie jako myśliciel systemowy chciałbym, żeby uwzględniali szerszą perspektywę. Ich wyniki i działania wpływają na cały system, nie na wycinek. Anthropic (i inne firmy AI) są dziś czymś w rodzaju lewara: stosunkowo mała siła, która uruchamia ogromne przesunięcia daleko poza ich własny biznes. W zatrudnieniu, w edukacji, w strukturze inwestycji, w tym jak ludzie myślą o swojej przyszłości. Mierzenie wpływu na poziomie zadań i zawodów to dobry start. Ale system, na który oddziałują, jest znacznie większy niż rynek pracy w USA. Gdybym miał okazję dołączyć do takiego zespołu i wnieść perspektywę systemową, zrobiłbym to bez wahania. Jeśli ktoś z Was zna drogę do takich rozmów, chętnie ją poznam.
Kontakt do mnie na dole artykułu [3].
Manifest Agile ma ponad dwadzieścia lat. Jego wartości powstały w kontekście wytwarzania oprogramowania. Ale to, co dzieje się teraz, z AI, z rynkiem pracy, ze światem, pokazuje, że te wartości mają zastosowanie znacznie szersze. Są ramą do nawigowania w złożoności, której nie da się zredukować do jednego wykresu, jednej prognozy, jednego planu.
Reagowanie na zmiany ponad trzymanie się planu. Nie dlatego, że plan jest niepotrzebny. Ale dlatego, że świat zmienia się szybciej, niż plan jest w stanie za nim nadążyć.
[1] https://www.anthropic.com/research/labor-market-impacts