Z mojego doświadczenia transformacje Agile w wielu firmach przypominały falę. Najpierw pojawiała się moda, a nawet strach: „jeśli inni w to wchodzą, to my też musimy, żeby nie odstawać od konkurencji”. Widziałem wielokrotnie, że w niektórych miejscach zwinność wdrażano trochę „po łebkach” – kopiowano struktury (czasem zostawiając stare i dokładając równoległe “projektowe zespoły”), dokładano nowe role jako nowe etykiety (nie pozbywając się poprzednich), mnożono spotkania i skupiano się na wykresach, aby pokazać, jak świetnie jest. Czy w Twojej firmie wyglądało to na starcie podobnie? Mam nadzieję, że u Was ten początek wyglądał inaczej.
Zwinność to nie towar
Dla mnie Agile nie jest wartością samą w sobie. Nie da się „kupić zwinności” i dokleić jej do starych zasad – i w sumie po co by to było? Mam poczucie, że zwinności można się uczyć i w niej wzrastać, aby stopniowo budować kondycję i odporność na zmiany. To pozwala podejmować złożone wyzwania, których nikt nie potrafi wycenić a priori, i wykształca autodyscyplinę w organizacji pracy. Tak, autodyscyplinę – bo zwinność to nie jest wyłącznie reakcja, gdy „pali się”. To pomysł na bycie proaktywnym z uwzględnieniem tego, co właśnie odkryliście, co się zmieniło. Pozwala to szybko stawiać i weryfikować hipotezy nie tylko na poziomie zespołu, ale przede wszystkim całej organizacji.
Na zwinność patrzę z wielu stron i wierzę, że:
Na poziomie biznesu warto eksperymentować z produktami i usługami tak, by dla użytkowników i klientów był ciągle zwiększany outcome – to oni swoim portfelem zdecydują, czy nasze rozwiązania przetrwają.
Ważne jest wyzwalanie kreatywności pracowników – stworzenie im komfortu i zaangażowania w odkrywaniu realnych potrzeb klientów oraz przestrzeni na proponowanie czy odkrywanie skutecznych rozwiązań.
Cykliczne usprawnianie modelu biznesowego to dla mnie nie tylko zwiększanie przychodu (względem kosztów), ale też budowanie marginesu bezpieczeństwa na przyszłość, przestrzeni na kolejne eksperymenty i odporności w trakcie wojny cenowej.
Mylne podejście
Z mojego punktu widzenia powyższe jest ważniejsze niż zatrudnianie ludzi z nowymi etykietami (Scrum Master, Agile Coach, Product Owner itp.) i stabilizowanie kolejnych procedur. Chodzi raczej o bycie adekwatnym i adaptowalnym do tego, co się zmienia – a zmienia się ciągle coś.
Coraz częściej słyszę głosy – zarówno w internecie, jak i bezpośrednio – że nadchodzi pora weryfikacji naszej zwinności. Co ciekawe, jedni podejmują się odkrycia jak stać się bardziej adekwatną i adaptowaną firmą, a inni wycofują się z powierzchownego zwinnego podejścia. Cenię tych pierwszych i chcę z nimi wspólnie podróżować, choć tych drugich też cenię, może nawet bardziej - bo wracają na swoją starą ścieżkę i przestają się oszukiwać w tym aspekcie. Mają na to odwagę i to doceniam. A może odkryli, że ich sens nie wymaga zwinności i nie ma sensu?
W rozmowach o potrzebie zwinności pomocne są dwa pojęcia, które opisują charakter naszego świata i nadają sens pójścia jednak w tym kierunku:
VUCA (Volatility, Uncertainty, Complexity, Ambiguity) – zmienność, niepewność, złożoność i niejednoznaczność;
BANI (Brittle, Anxious, Non‑linear, Incomprehensible) – kruchość, niepokój, nieliniowość i niezrozumiałość.
Nie będę rozpisywał się o nich, ale ważne sprawdzić, bo może to nie nasza rzeczywistość. A jeśli jest to warto to zaakceptować.
Dla mnie te pojęcia/akronimy to “uzupełniające się opisy rzeczywistości”, a w różnych aspektach mogę dobierać różne określenia i narzędzia.
A jak jest u Was? Czy w codziennej pracy częściej czujecie ducha VUCA czy BANI? Czy widzicie potrzebę bycia Zwinnym?
Nowa fala Agile
Myślę, że nadchodzi pora na ponowne odkrycie, czym powinna być zwinność i czego powinniśmy od siebie oczekiwać, chcąc pracować w tym paradygmacie. Wierzę, że aby być konkurencyjnym dla użytkowników i klientów, atrakcyjnym na rynku pracy i stabilnym na rynkach finansowych, nie ma innej drogi niż ciągła adaptacja i uczenie się. Ale też szanuję to, że inni mogą mieć inaczej! Ważne, aby nie forsować na siłę zwinności – bo raczej to nie jest podejście dla każdego.
Dla przypomnienia i ponownej inspiracji – Manifest Agile mówi, że w wyniku naszej pracy zaczęliśmy bardziej cenić:
Ludzi i interakcje ponad procesy i narzędzia,
Działające oprogramowanie/produkt/usługę ponad szczegółową dokumentację,
Współpracę z klientem ponad negocjację/realizację umów,
Reagowanie na zmiany ponad realizację założonego planu.
Elementy wymienione po prawej wciąż są wartościowe, ale większą wartość mają te po lewej.
Jak podejść do sprawdzenia gdzie jesteś
Żyjąc w świecie VUCA/BANI, jak reagujecie na kruchość i nieprzewidywalność?
Jak podejście do wartości Agile wygląda u Ciebie i w Waszej organizacji?
Czy te wartości są odczuwalne, czy może zostały przykryte ceremoniami i raportami?
Jak u Was wygląda eksperymentowanie na poziomie biznesu?
Macie miejsce na realną kreatywność w swoich zespołach?
Jak dbacie o rentowność i odporność swoich modeli biznesowych?
Jeśli chcesz przyjrzeć się temu głębiej, chętnie podzielę się swoim doświadczeniem. Pracuję systemowo, dbam o to aby zmiany nie były powierzchowne i unikam lokalnych optymalizacji. Zapraszam do rozmowy – razem możemy sprawdzić, gdzie jesteście na tej drodze i co może pomóc zrobić kolejny krok.